ENG | PL

ZAP SZNAJDER BATTERIEN S.A.

Rok założenia 1925

 

Giełda Samochodowa - Myłem auta i marzyłem autor:, nr 49, 20 czerwca 2003 roku

Arkusz osobisty: tym razem nasz zestaw zdań niedokończonych wypełnił Krzysztof Paulus, wiceprezes ZAP Sznajder Batterien Piastów
K. Paulus: - Kiedyś przejadę Stany
Moim pierwszym samochodem

był żółty Fiat 126p, który z racji koloru żona nazwała Żonkilem. Dyrektor mojej ówczesnej firmy, Centry, zaskoczył mnie talonem w końcu grudnia, gdy miałem już za sobą wydatki świąteczne; miałem tydzień na zapłacenie całej sumy, ale przecież nie mogłem nie skorzystać z takiej okazji. Żonkil był z pierwszego rzutu - miał dużo części włoskich, dlatego nie sprawiał kłopotu.

Na początku

- jeszcze w czasie nauki jazdy - stałem się mimowolnie domowym dostawcą chleba, bo mój instruktor na początku każdej jazdy rzucał adres małej piekarni i jechaliśmy tam po pieczywo dla niego. Z czasem sam zacząłem kupować ten chleb, bo był naprawdę dobry i łapałem w domu plusy.

Teraz jeżdżę

prywatnie Volvo S40. To wygodny, szybki i bezpieczny wóz z turbodoładowaniem dwulitrowego silnika. O Volvo marzyłem już jako student, gdy dorabiając na Międzynarodowych Targach Poznańskich obsługiwałem stoisko tej firmy, myjąc samochody i rozdając ulotki. Dwa lata temu marzenie studenta się spełniło.

Największą trudność

sprawiało mi kiedyś przestawienie się z ręcznej skrzyni biegów na automatyczną, w służbowym Chryslerze. Przez pierwsze dni dusiłem pedał hamulca zamiast sprzęgła. Wcześniej miewałem awaryjne samochody, np. "malucha" na polskich częściach, któremu stale wysiadało zawieszenie, ale - jak pan się domyśla - z jednym problemem nigdy nie miałem kłopotów: z akumulatorami.

Pamiętam mandat,

przy którym nie było dyskusji. Jechałem w Poznaniu ulicą przed uczelnią, w której studiowałem i nagle jadąca z naprzeciwka policja mnie zatrzymała. Okazało się, że obowiązywał tu ruch jednokierunkowy, a ja po prostu pojechałem na pamięć - kiedyś jeździło się tędy w dwie strony. Zwykle negocjuję wysokość mandatu, ale tym razem sam poczułem, że o negocjacjach nie ma mowy.

Prowadząc, słucham

"Trójki" albo płyty. Preferuję jazz tradycyjny.

Szybka jazda

to pojęcie relatywne. Gdy jest ograniczenie prędkości do 60 km/h, a są warunki - prosta droga, dobra nawierzchnia, widoczność, to lubię pojechać 100; ale gdy jest ograniczenie do 70, a nie ma warunków, czasem jadę 50.

Drażni mnie

na przykład, kiedy ktoś na siłę - bez głowy i dla ambicji - stara się mnie wyprzedzić. Szczególnie gdy jest to młody człowiek, zwalniam i przepuszczam go. Poza tym oczywiście drogi. Często jeżdżę między Warszawą a Poznaniem i wciąż natykam się na dziury, koleiny i masę ciężarówek.

Przyjemnie jest

szczęśliwie dojechać bez awarii po długiej jeździe. Ale czasem nieco ją wydłużam: gdy napotkam niecodzienny, intrygujący widok - może to być krajobraz przyrodniczy albo budowla, lubię wysiąść i spokojnie pokontemplować.

Może kiedyś

przejadę Stany Zjednoczone od Wschodniego Wybrzeża do Zachodniego samochodem. Byłem tam kilkanaście razy, ale służbowo, samolotem, bez przygody. To nie to samo, co wynająć wygodnego, starego, dobrze resorowanego Forda i ruszyć na spotkanie z przygodą.